Dziś na blogu rozmowa z Patrycją – moją wieloletnią znajomą. Poznaliśmy się lata temu, kiedy doświadczała derealizacji. Dziś, z perspektywy czasu, Patrycja zajmuje się coachingiem i jest w trakcie ścieżki psychoterapeutycznej w Instytucie Psychologii Procesu.
Patrycja, dziękuję, że zgodziłaś się odpowiedzieć na moje pytania, które dotyczyć będą jednego z wbrew pozorom często występujących zaburzeń psychicznych. Niezwykle doceniam Twoją odwagę i gotowość . Czy możesz opisać jak subiektywnie z Twojej perspektywy wygląda doświadczanie syndromu derealizacji i depersonalizacji?
Patrycja: Dziękuję, Paweł, za Twoją ciekawość i chęć zadawania pytań, szczególnie że aspekt derealizacji jest mocno wpisany w moją historię osobistą i związane z nią turbulencje.
Osobiście, poza aspektem zaburzenia – którego oczywiście nie neguję – wolę dopatrywać się w derealizacji również mechanizmu adaptacyjnego, pomagającego radzić sobie z bardzo trudnymi emocjami. Myślę, że często może ona dotykać człowieka, który po prostu musi na jakiś czas oddzielić się „szybą” od swoich doświadczeń lub wspomnień, gdy są one zbyt trudne do udźwignięcia. W moim przypadku było to prawdopodobnie sposobem, dzięki któremu mogłam po prostu funkcjonować. Z perspektywy czasu widzę w tym próbę ochrony psychiki przed tym, co w tamtym okresie było dla mnie zbyt trudne.
Oczywiście wtedy tego nie wiedziałam i odczuwałam jedynie dyskomfort – poczucie bycia we własnym życiu jak w filmie. Patrzyłam na własne dłonie i miałam wrażenie, jakbym nie identyfikowała się z własnym ciałem. Sytuacje społeczne przypominały sceny z filmu, a ja byłam jak aktor, który wiedział z pamięci, kiedy i jak zareagować, ale jednocześnie miał poczucie, że tak naprawdę nie jest obecny w danym miejscu.
Bardzo trudno zdefiniować ten stan, szczególnie komuś, kto nigdy go nie doświadczył. Pamiętam, jak 12 lat temu mówiłam o tym podczas sesji u psychologa i usłyszałam: „Nie mam pojęcia, o czym pani mówi”. Cóż… Myślę, że poczucie bycia niezrozumianym, obok poczucia niebycia, również w pewnym stopniu definiuje ten stan – przynajmniej tak go pamiętam.
Ponadto świat wydawał się jakby spłaszczony, jednowymiarowy, pozbawiony swojej zwykłej głębi i realności.
Ja: Dziękuję Ci za tak szczegółowy opis swojego doświadczenia. Wiem, że duchowość odgrywa w Twoim życiu bardzo znaczącą rolę. Chciałbym w tym kontekście zwrócić się do Ciebie z prośbą abyś spróbowała oddać co czułaś w tym czasie biorąc pod uwagę stan Twojego ducha.
Osobiście rozumiem duchowość niekoniecznie jako praktyki ezoteryczne czy kontakt z czymś mistycznym i abstrakcyjnym. Bardziej staram się sprowadzać ją do codzienności: do poszukiwania poczucia sensu i powołania, kontaktu z tym, co w życiu naprawdę istotne, oraz świadomego planowania życia z uwzględnieniem przyszłości.
Obejmuje to dla mnie przede wszystkim życie w sposób, który ma sens, oraz zdolność do celebrowania samego doświadczenia życia. Doprecyzowuję to, ponieważ duchowość jest pojęciem bardzo szerokim i może obejmować różne doświadczenia, a jej przejaw może być dla każdego człowieka inny.
Z perspektywy czasu myślę, że trudno mi jednoznacznie ocenić mój ówczesny stan psychiczny, ponieważ dysocjacja mocno ograniczała mój dostęp do emocji i wewnętrznych doświadczeń. Pamiętam jednak, że właśnie wtedy zaczęłam medytować, czerpiąc z różnych tradycji, i stopniowo zaczęłam ufać procesowi, który mnie prowadził. Przede wszystkim miałam poczucie, że długoterminowo ma to sens — że jeśli najpierw pomogę sobie, być może w przyszłości będę mogła pomagać również innym. Podążając za tymi impulsami, zaczęłam intensywnie edukować się w obszarze psychologii. Wtedy też zaczęłam dostrzegać, że duchowość i psychologia nie muszą być od siebie odseparowanymi obszarami doświadczenia człowieka. To oczywiście moje rozumienie, ale znalazłam dla niego również pewne oparcie w myśli psychologicznej. Szczególnie ważny był dla mnie Viktor Frankl i jego koncepcja sensu, rozwijana m.in. w kontekście doświadczeń granicznych, przez które przeszedł. Podobnie Jung traktował doświadczenia religijne, symboliczne i związane z poszukiwaniem znaczenia jako istotny wymiar ludzkiej psychiki. Nie twierdzę oczywiście, że moje doświadczenie można porównywać z doświadczeniami Frankla czy Junga. Bardziej inspiruje mnie pewien wspólny motyw: że bardzo trudne doświadczenia mogą czasami stać się początkiem głębokiej przemiany i prowadzić do wypracowania nowej jakości życia czy sposobu rozumienia siebie. W moim przypadku również mam poczucie, że z kryzysu wyłonił się pewien kierunek, który wcześniej nie był dla mnie tak wyraźny. Po dziś dzień praktyki medytacyjne są częścią mojej codzienności. Traktuję je trochę jak codzienne BHP psychiczne — sposób na zatrzymanie się, kontakt ze sobą i sprawdzanie, co jest dla mnie naprawdę istotne. Myślę więc, że gdyby nie ówczesny kryzys, prawdopodobnie nie sięgnęłabym po nie w taki sposób.
I właśnie dlatego jestem też ciekawa, Pawle, jak Ty sam rozumiesz pojęcie ducha, bo jest ono bardzo pojemne i może mieć różne znaczenia. Ja w swojej wypowiedzi ujmuję je przede wszystkim w kontekście egzystencjalnym. Chętnie posłucham, jak Ty rozumiesz ten aspekt i jak łączy się on z Twoim osobistym doświadczeniem.
Ja: Dziękuję za Twoją odpowiedź. Podzielę się z Tobą zatem zarówno własnym doświadczeniem oraz tym jak pojmuję pojęcie ducha. W poprzednich wpisach odbiorcy bloga mieli już okazję do tego aby poznać moją historię jednak jest to dobra okazja aby w jednym miejscu zawrzeć teraz w sposób usystematyzowany, choć zwięzły wszystko co spotkało mnie w czasie trwania całego mojego życia.
Od dzieciństwa wykazywałem już chyba mocno zarysowane problemy w ogólnym funkcjonowaniu psychicznym, choć początkowo były to z pewnością „jedynie” przejawy często występujących w populacji zaburzeń osobowości. Nie było łatwo jeśli chodzi o budowanie trwałych, opartych na zaufaniu relacji międzyludzkich. Wynikało to z pewnością z faktu, że podstawowe potrzeby były niezaspokojone w taki sposób w jaki ja bym tego oczekiwał. Wiem, że wszystkim wokół mnie na pewno zależało na tym abym dorastał w jak najbardziej sprzyjających warunkach, zarówno pod względem materialnym, emocjonalnym jak i duchowym. Każdy z moich bliskich starał się o to aby wnieść coś wartościowego do mojego życia. Nie zawsze okazywało się to oczywiście „strzałem w dziesiątkę” niemniej doceniam intencje, które oceniam z perspektywy jako czyste i szlachetne.
Wiele zależy przecież od tego jak my przyjmiemy to co otrzymujemy od innych. Czy potrafimy pomnożyć to co dobre i niwelować skutki ran, które nam zadano. Jestem przekonany, że w doświadczeniu każdego z nas możnaby znaleźć takie okoliczności. Każdy pewnie w mniejszym lub większym stopniu mógłby się pod tymi wnioskami podpisać.
Kluczową dla mnie sprawą w chwili obecnej jest to, że tak naprawdę to już zapomniałem o tym jak to jest „być chorym na schizofrenię”. Tylko co ja mogę z tym właściwie jeszcze teraz zrobić? Kogo poprosić o ewentualną konsultację? Kto mógłby ewentualnie potwierdzić, że doszło do pełnego uzdrowienia mojej osoby, zarówno jeśli chodzi o psychikę, umysł, duszę i ciało? Czy należy skontaktować się z kapłanem, który jest dobrze zaznajomiony z tematyką chorób psychicznych? Jaką drogę wybrać aby z jak największą mocą wreszcie zaświadczyć o tak przepotężnym Bożym Miłosierdziu. Naprawdę nie wiem. Może Ty, Patrycja, podpowiesz mi jakieś rozwiązanie?
Patrycja: Czy dobrze rozumiem, Pawle, że szukasz odpowiedzi na pytanie, jak rozumieć swoje doświadczenie — czy postrzegasz je jako uzdrowienie i jeśli tak, to komu lub czemu je przypisujesz? Mam wrażenie, że pytanie o to, kto mógłby to potwierdzić, jest dla Ciebie w jakiś sposób związane również z doświadczeniem Bożego Miłosierdzia. Jeśli dobrze Cię rozumiem, to zastanawiam się, czy rzeczywiście potrzebujesz kogoś z zewnątrz, kto ostatecznie nada temu doświadczeniu znaczenie albo je potwierdzi. Może trochę przekornie odpowiem więc na Twoje pytanie o poszukiwanie kogoś, kto mógłby udzielić Ci odpowiedzi: jak Ty sam to rozumiesz? Być może w odniesieniu do własnego doświadczenia jesteś osobą, która ma do niego najbardziej bezpośredni dostęp. Nie oznacza to oczywiście, że zewnętrzna konsultacja czy perspektywa specjalisty nie może być wartościowa — szczególnie jeśli chodzi o kwestie kliniczne. Ale znaczenie, jakie Ty nadajesz własnej historii i temu, co Cię spotkało jest moim zdaniem najważniejsze.
Dodaj komentarz