Doświadczenie każdej choroby zawsze skłania do postawienia pytania: Dlaczego akurat mnie to spotkało? Znalezienie na nie odpowiedzi jest bardzo trudne. W moim przypadku, szczególnie na początku wydawało się to być wręcz niemożliwe. Wiele czynników miało na tę sytuację wpływ. Jednym z głównych był mój stosunek do wiary, którą wyznawałem od dziecka. Rzecz w tym, że na pewnym etapie życia, konkretnie wczesnej dorosłości, odrzuciłem ją całkowicie. Jednak w momencie kiedy nastąpił wybuch pierwszych symptomów choroby, bardzo szybko przypomniałem sobie o swojej tytułowej tożsamości duchowej. Pojawiło się klasyczne: Jak trwoga to do Boga.

Jaką postawę przyjąć w sytuacji kiedy każdego dnia doświadczamy niezwykle dotkliwego cierpienia, które nie chce ustąpić i nawet nasze nadzieje zaczynają się chwiać? Odpowiedź jest tylko jedna: postawę zaufania. Zaufania pomimo czarnych myśli, które jakoś nie chcą się rozproszyć. Zaufania pomimo tego, że może nam się wydawać, że Pan Bóg naszych modlitw nie słyszy. On je słyszy. Zapewniam.
Dla kogoś kto czyta ten wpis, może wydawać się dziwne, skąd we mnie ta pewność? Odpowiedź jest bardzo prosta. Jest nią miłość Boga. Miłość do człowieka. Bardziej szczegółowych opisów Jego obietnic wobec tych, którzy w Niego wierzą należy szukać w jedynym, najbardziej rzetelnym źródle a więc w Jego Słowie. Podążanie za nim to fascynująca przygoda, która wydaje się nie mieć końca.
Jest taka duchowa wskazówka. Jej autorem jest Diadoch z Fotyki. Brzmi następująco: „Kto pragnie oczyścić swe serce, niech nieustannie rozpala je pamięcią o Panu Jezusie przyjmując to jako jedyne zajęcie i stałą praktykę.” Dotyczy ona każdego z nas.
Obecnie żyjemy w czasach, które zdecydowanie nam to ułatwiają. Mam na myśli potencjał jaki tkwi w nowych technologiach, które kiedy wykorzystywane są w mądry sposób potrafią przynieść duchowe owoce, będąc przecież nieustannie obecne w naszym codziennym życiu. Możemy wybierać treści w sposób świadomy aby skupiać uwagę na tym co może sprawiać aby nasze życie każdego dnia nabierało nowego sensu. Moim ulubionym kanałem na YouTube jest kanał księdza Grzegorza Węgrzyniaka (@wojciechwegrzyniak1973).
Dodaj komentarz