Doświadczenie każdej choroby zawsze skłania do postawienia pytania: Dlaczego akurat mnie to spotkało? Znalezienie na nie odpowiedzi jest bardzo trudne. W moim przypadku, szczególnie na początku wydawało się to być wręcz niemożliwe. Wiele czynników miało na tę sytuację wpływ. Jednym z głównych był mój stosunek do wiary, którą wyznawałem od dziecka. Rzecz w tym, że na pewnym etapie życia, konkretnie wczesnej dorosłości, odrzuciłem ją całkowicie. Jednak w momencie kiedy nastąpił wybuch pierwszych symptomów choroby, bardzo szybko przypomniałem sobie o swojej tytułowej tożsamości duchowej. Pojawiło się klasyczne: Jak trwoga to do Boga.

Jaką postawę przyjąć w sytuacji kiedy każdego dnia doświadczamy niezwykle dotkliwego cierpienia, które nie chce ustąpić i nawet nasze nadzieje zaczynają się chwiać? Odpowiedź jest tylko jedna: postawę zaufania. Zaufania pomimo czarnych myśli, które jakoś nie chcą się rozproszyć. Zaufania pomimo tego, że może nam się wydawać, że Pan Bóg naszych modlitw nie słyszy. ON je słyszy. Zapewniam.
Dodaj komentarz